OMG, normalniejemy!
Ten o pracy, szkole i rozdzieleniu ról
Od bardzo dawna zabieram się za napisanie tego tekstu. I ciągle przeszkadza mi myśl, że co bym nie napisała, będzie to słabe i żenujące. Bo wszystko to, co dla mnie nowe, odkrywcze i cały czas takie trochę dziwne to… najnormalniejsze życie, którym żyją miliony ludzi na całym świecie. I to, że do tej normalności wracam świadczy tylko o tym, że do tej pory po prostu żyłam trochę inaczej. I wcale nie znaczy, że lepiej.
Praca
Bo co mogę Ci napisać? Że ojej, ojej, w tym roku to w ogóle będzie ciężko, bo jak się okazało będę pracować nie 2 dni, a 4 dni w tygodniu… A w jeden dzień to nawet, o mój boże, do 15:45.
Szkoła
A czy mam prawo skarżyć się, jak nam ciężko, bo nasze dzieci… poszły do szkoły? I teraz ogarniamy librusy i vulkany, zebrania i śniadania, wycieczki i opłaty, a nawet poranne: Nie chcę iść dzisiaj. Zostaję!
Jedzenie
I czy kogoś ruszy, gdy powiem, że teraz to ja muszę jeszcze drugie śniadania do szkoły robić i planować posiłki tak, żeby wcisnąć w plan dnia gotowanie/ odgrzewanie/ pakowanie dla każdego domownika?
Dywan
Więc z jednej strony czuję, że nie mam o czym pisać. Albo nie mam prawa pisać o tym, co tak zwyczajne, powszechne i każdemu dobrze znane. Z drugiej, przeraża mnie ta wizja „normalności”. Zawsze ceniłam sobie te nasze niepokorne „odstawanie”. Pracownia zamiast etatu, edukacja domowa zamiast szkoły systemowej, luźny plan dnia zamiast wypełnionego grafiku.
Przeraża mnie, ale wiem, że to kwestia chwili. Wiem, że te zmiany są dobre dla nas, dla naszej rodziny, dla mnie. Wiem, że do nich przywykniemy. I że zawsze sobie coś znajdziemy, żeby jednak było trochę inaczej. Że nie kupimy dywanu do łazienki jak „normalni ludzie”, tylko zrobimy sami, bo przecież nie istnieją takie, jakie nam odpowiadają…
Role
Spędziliśmy kiedyś tydzień w górach, w pensjonacie znajomej. Miałam codziennie prowadzić warsztaty dla rodzin, które tam przebywały. Pojechaliśmy wszyscy, w czwórkę, łącząc moją pracę z wypoczynkiem. Pojechali też moi rodzice, którzy (dzięki temu, że mają samochód) mogli zapewnić naszym dzieciom dodatkowe atrakcje. To był bardzo trudny tydzień. Padał deszcz, wszystko było wilgotne. Zmagałam się z wypaleniem zawodowym. To był ten czas, który rozpoczął lawinę zmian, w tym zamknięcie firmy i szukanie pracy. Ale to co było najtrudniejsze to konieczność łączenia ról. Byłam panią od warsztatów, mamą, żoną, córką i organizatorką wyjazdu jednocześnie. I oczywiście, możesz powiedzieć, że przecież każdy z nas łączy wiele ról, ale wtedy wszystko zostało skumulowane w jednym tygodniu i ograniczone ścianami jednego wilgotnego pensjonatu.
Całkiem niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że to właśnie takie łączenie ról jest trudne. Trudno być kochającą mamą i wymagającą nauczycielką jednocześnie. To chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy w edukacji domowej. Możesz powiedzieć, że nauczycielka nie musi być wymagająca, ale ja wiem, jakie skutki to przynosi. Niestety odczuliśmy to wszyscy bardzo boleśnie przy tegorocznych egzaminach. Dla dzieci to też trudne. Bo można nie znosić „baby od polskiego” i na nią czasem ponarzekać… Ale co, jeśli to jednocześnie Twoja mama, która poza tym jest całkiem spoko?
Zawsze chwaliłam sobie pracę z Michałem i nie czułam, aby była zagrożeniem dla naszego związku. Dopiero po roku widzę, że rozdzielenie ról życiowo-partnerskich od biznesowo-partnerskich jest bardzo uwalniające. Co prawda nadal pracujemy w jednej branży i mnóstwo czasu spędzamy na dyskutowaniu o niej, to jednak każdy ma swoją przestrzeń i swoje sprawy do załatwienia. No i fajnie znów się za kimś stęsknić, gdy nie widzisz go kilka godzin…
Ja
Jestem więc żoną i współpracownikiem (ale nie jednocześnie). Jestem mamą i nauczycielką (ale nie jednocześnie). Lubię tę wersję siebie.

