Substack do kwadratu
Ten o błotnym płaszczu, podhalańskiej guni i kwadratowym swetrze
Wyjechałam sobie na tydzień do Barcelony. Wracam i zalewa mnie fala polskich „substacków”, jak zaczynamy nazywać blogi pisane na tej platformie. Marketingowcy szaleją, krzyczą, że to TEN moment, zachęcają, żeby pisać, podpowiadają, jak zarabiać. Mnóstwo nowych wpisów, różnej jakości. Głównie o tym, że nie wiem o co tu chodzi, ale popiszę chwilę i zobaczę co z tego wyjdzie.
Mój pierwszy odruch – uciekać. Nie po to usunęłam konto na IG, żeby teraz spędzać godzinę (lub trzy) na skrolowaniu substackowych notatek. Nie chcę znów wpaść w pułapkę algorytmów, przeliczeń, kalkulacji – co publikować, jak często, jakich tytułów używać, jak dobierać słowa… Słowem, poczułam się przytłoczona. Przeszło mi więc przez myśl, że to dobry moment, żeby się pożegnać.
Ale jak tu się żegnać, gdy mam Ci do opowiedzenia historię płaszcza z torfowiska i ogrodu na metrze kwadratowym. Zostaję więc tak, jak tu przyszłam – na własnych zasadach, bez oglądania się na algorytmy. Piszę, bo czuję taką potrzebę. I wiem, że czytasz. I że nie możesz doczekać się na historię o kwadratach… Prawda?
Bog Pattern
Pewnie nie zdziwi Cię fakt, że moje ulubione pamiątki z wyjazdów to książki. Staram się zaglądnąć do księgarni na samym początku pobytu, bo często znajduję tam coś, co prowadzi mnie do miejsc wartych odwiedzenia. (Mówiłam o tym w filmie: Architekt krajobrazu jedzie na wakacje). Oczywiście muszą to być odpowiednie księgarnie, świetnie sprawdzają się te muzealne, szczególnie przy muzeach architektury lub dizajnu. A takie właśnie odwiedziłam pierwszego dnia pobytu w Barcelonie. Niestety nie znalazłam żadnych wskazówek do dalszego zwiedzania, ale w moje ręce trafiła pozycja z drugiej orbity moich zainteresowań.
Najnowszy numer magazynu The Life of Things, zupełnie przypadkiem, nosi tytuł The Stitch. I nie chodzi o niebieskiego stworka, tylko o ścieg. To jedna z tych gazet, które bierzesz do ręki i zastanawiasz się, czym w zasadzie są. Które pokazują wybrany temat z różnych stron i perspektyw. Które łączą kropki w najbardziej nieoczekiwany sposób. Uwielbiam! W numerze o ściegach mamy artykuł o wyzysku kobiet pracujących w szwalniach, o patchworkowych manifestach i szybkim naprawianiu aut. Jest też historia, opowiedziana przekornie od końca, o Bog Pattern.


Bog coat to dosłownie płaszcz bagienny lub płaszcz z torfowiska. Czasem stosuje się też nazwę bluza lub tunika. Autorzy artykułu zdecydowali się więc na zbiorcze określenie bog pattern, jako nazwę wszystkiego, co inspirowane tym prostym wzorem – począwszy od bluzy z epoki brązu znalezionej na duńskich bagnach, przez wzory i wykroje prezentowane w prasie i książkach, po projekty sławnych projektantów, Balenciagi nie pomijając.
Czym jest więc bog pattern? To prosty sposób na uszycie płaszcza/bluzy z jednego kawałka materiału. Wystarczą trzy proste cięcia i dwa szwy. Tylko tyle i aż tyle. (Prostota jednak NIE umarła!)
W artykule znalazłam też wzmiankę o polskiej guni, czyli „męskim odzieniu wierzchnim górali karpackich”, której wzór był równie prosty jak u prehistorycznych duńczyków.
Knit Fold Pleat Repeat
Tuż po powrocie z Barcelony odebrałam książkę Knit Fold Pleat Repeat. Obiecywała proste wzory dla początkujących i zaawansowanych druciarzy. Proste, ale niebanalne. Po pierwszym kontakcie z nią stwierdzam, że to raczej książka dla osób zaawansowanych, którzy chcą coś udziwnić, żeby poczuć się bardziej modern. Znalazłam tam zaledwie dwa wzory, które mogę spróbować zrobić. I właśnie od tego zaczynam – swetra z kwadratów. Zobaczymy. Może przekonam się w trakcie.


Hartz IV Moebel
Ale żeby nie było, że cały czas piszę tylko o szyciu i drutach. Temat prostych wzorów, rękodzieła i DIY chętnie podziwiam w każdej postaci, ale poza szyciem szczególnie fascynuje mnie stolarstwo. Planuję się nawet porządnie dokształcić w tym temacie.
Ostatnio wymyśliłam lekcję z „deską, która uczy”. Każda grupa (2-3 osoby) dostawała na początku zajęć deskę, a kończyła z konstrukcją pod tabliczkę do ogrodu. Przy okazji testowaliśmy 3 różne piły ręczne, 4 elektronarzędzia do cięcia, szlifowania i wkręcania. Uczyliśmy się też o wkrętach i śrubach, rodzajach gniazd, wkrętarkach i wkrętakach (zwanych dla zmyłki śrubokrętami), a potem jeszcze o środkach ochrony drewna. Całkiem sporo jak na jedną lekcję. I jedną deskę :). Taki zero waste pattern.
Podobnie działa Van Bo Le-Mentzel, który z jednej deski potrafi zrobić fotel. I pokazuje jak to zrobić w swojej książce. Tym razem to pamiątka z Berlina :).


1 metr kwadratowy
Patrząc na te wszystkie kwadraty (i prostokąty) przypomniało mi się moje wystąpienie na Pecha Kucha Night Kraków w 2010 roku (16 lat temu!), na którym opowiadałam o mojej fascynacji jednym metrem kwadratowym, sztuce ziemi, warsztatach i pierwszym numerze szt. ogrodu.






Architektura krajobrazu wobec kryzysów
A skoro już jesteśmy przy ogrodach – daję znać, że trochę mnie tu będzie mniej, bo chcę w najbliższym czasie popracować nad moim drugim miejscem na Substacku, czyli Robię w zieleni. Być może zaciekawi Cię cykl o tym, jak architektura krajobrazu radzi sobie z kryzysami – upałami, powodziami, suszą, migracjami... Serdecznie zapraszam. Większość wpisów dedykuję swoim uczniom, ale chciałabym, żeby ten cykl dotarł do szerszego grona.

Dzięki, że piszesz! Z dużą przyjemnością otwieram każdy newsletter i ogromnie doceniam tę nieobciążającą częstotliwość. #olaćalgorytmy